We wtorek, 13 marca 2007 roku, koszalińska policja wtargnęła do mieszkań 76 osób, działających w zorganizowanej grupie przestępczej, która zajmowała się oglądaniem pornografii. Funkcjonariusze zarekwirowali ponad 100 twardych dysków, 15 jednostek centralnych oraz 4 laptopy. Podejrzanym grozi rok pozbawienia wolności.


Tym razem to jedynie fikcja, lecz całkiem możliwe, że już niebawem, dzięki naszemu rządowi, podobne komunikaty zagoszczą w prasie. Nasi panowie i władcy, w przypływie swojej mądrości, postanowili przygotować nowelizację kodeksu karnego, zgodnie z którą, każda osoba posiadająca materiały pornograficzne, będzie miała szansę trafić za kratki na rok czasu. W o wiele gorszej sytuacji jest pani z kiosku, której za sprzedawanie pism pornograficznych mogą grozić nawet dwa lata więzienia.

Rozumiem, że żyjemy w kraju absurdu, ale czegoś takiego jeszcze nie było (wrrrrrróć, było za czasów PRL). Nie bardzo rozumiem, jakim prawem jeden z drugim chce decydować o tym jaką prasę będę czytał i jakie filmy oglądam? Coś jeszcze panowie (p)osłowie chcielibyście mi narzucić albo czegoś jeszcze zabronić? Eksperci mówią, że nowelizacja niezgodna z konstytucją? Co tam… Zmienimy konstytucję.

Ale spójrzmy na to z innej strony. Przecież wzrośnie wykrywalność przestępstw. Bo jakiż problem zamknąć kilku małolatów, u których na dyskach znajdują się filmiki pornograficzne? Słupki pójdą do góry, posypią się odznaczenia. Tylko co z tego? Społeczeństwo poczuje się bezpieczniej? Zapewne, jeśli założymy, że społeczeństwo to babinki, które na widok rozebranej kobiety/faceta zamykają oczy i zwiewają gdzie pieprz rośnie.

Lustracja przestaje być powoli trendi, dżejzi, czy jak to się tam teraz mówi, więc zamiast zająć się naprawdę poważnymi sprawami, to nasz miłościwie nam panujący rząd, znajduje sobie towar zastępczy. Ale może to i dobrze… Przynajmniej nie przyjdzie mu na myśl, żeby majstrować przy gospodarce…

Na deser: boli blog.